zaczynamy.
Jak część z Was wie, w piątek 21.stycznia wyleciałam do Stambułu. Miasto to wielkie jest i skomplikowane, dlatego chwilowo dawkuję je sobie skromnie, choć być może zmienię taktykę i rzucę się na głęboką wodę. Do tego jednak wolałabym zmianę pogody, bo otóż pada. W piątek wieczorem właściwie nie, w sobotę ...jak Cię mogę - z przerwami. W niedziele też raz lepiej raz gorzej, a od wczoraj non stop. No cały czas. Temperatura spadła do 6 stopni. No i radź sobie człowieku w nieogrzewanym mieszkaniu. Ale po kolei.
Mieszkam w Anadolu Hisarı (http://pl.wikipedia.org/wiki/Anadolu_Hisar%C4%B1) po azjatyckiej stronie Stambułu, zaraz przy cieśninie Bosfor. Miedzy jednym a drugim mostem. Taka starsza część miasta. Sporo starych, drewnianych domów. Całkiem urokliwie (tylko niech ten deszcze przestanie padać.) Z ciekawostek dodam jeszcze, że po sąsiedzku mieszka jakiś, kiedyś popularny, piosenkarz soft rockowy. Paparazzi przed jego domem nie uświadczy.
Mieszkam na drugim piętrze starego domu. Wyremontowane. Jest wszystko. Nawet ubrana choinka ;) Oprócz..no właśnie...ogrzewania. No nie ma. Jest klimatyzacja. I duża lampa ogrzewająca. Jednak, starając się nie doprowadzić do rujnujących rachunków za prąd, ograniczam korzystanie. Całkiem się nie da. Ciepło zatem nie jest, ale bardzo zimno też nie. W swetrze, z herbatką i uruchamiając osprzęt od czasu do czasu, mieszkanie daje radę. A ponoć lepiej się sypia w chłodniejszych miejscach. Zresztą była studentka polska czymś takim jak brak ogrzewania (poza tym, to naprawdę high standard) to się nie przejmie (choć ciepło lubi). Pamiętamy czasy, gdy opiekaczem trzeba się było ogrzewać, co Katarzyno? :)
Właścicielka nie mówi po angielsku. Ani w żadnym innym języku. Jedynie po turecku. N razie kontaktujey się niewiele. W weekend, gdy był Turecki, to jeszcze z nią posiedzieliśmy na dole, coś pogadaliśmy, ale od tamtej pory to właściwie się bunkruję. Gdy wróciłam w niedzielę, to powiedziałam grzecznie İyi Akşamlar. Ben yukaridayim, co oznacza Dobry wieczór. Będę na górze. I byłoby na tyle, gdyby nie to, że za mną do domu wejść chciał kot. Nie wiedząc czy to kot domowy czy nie (bo jest ich tu z pięć), musiałam jakoś się zapytać. Zrobiłam to mniej więcej tak: İyi Akşamlar. Gel. Burada. Kedi.(Dobry wieczór. Chodź. Tutaj. Kot.) i pokazałam na jej bluzkę, żeby wytłumaczyć, że chodzi o czarnego kota. Przyszła. Zobaczyła. Wpuściła. I powiedziała do mnie Bravo :) I to by bylo na tyle. Wczoraj zostawiłam jej kartkę, że wychodzę. Jak wróciłam, ona do mnie Hoş geldiniz(witaj), ja do niej İyi Akşamlar. Zadzwoniła do Tureckiego, żeby się mnie zapytał, czy mam coś na kolację. Miałam.
Zazwyczaj i tak ktoś u niej jest, więc mam małe wyrzuty sumienia.
Jak widać, po turecku jeszcze nie mówię, ale daję sobie czas. W końcu od piątku dużo czasu nie minęło. Ale chleb w piekarni sama juz kupiłam ;)
Weekend był fajny. W sobotę z Tureckim obchodziliśmy okolicę, żebym poznała przystanki, sklepy etc. I pojechaliśmy do Kadıköy(dzielnica, tez po azjatyckiej stronie, ale bliżej Tureckiego http://en.wikipedia.org/wiki/Kad%C4%B1k%C3%B6y ) coś zjeść. Jedzenie w Turcji chyba jeszcze nigdy mnie zawiodło. Oczywiście pyszne. Pokręciliśmy się trochę, poszliśmy do baru na herbatę. Masa ludzi je na zewnątrz. Ogródki przy barach pełne. przypominam, że temperatura wcale nie powalająca.
W niedzielę natomiast, rownież Kadikoy, tylko w innej części (Feneryolu). Przyszliśmy na imprezę niespodziankę dla kolegi Tureckiego, ktory tego dnia wyszedł, po 5 miesiącach, z wojska. Służba wojskowa w Turcji jest obowiązkowa i może trwać od kilku, do kilkunastu miesięcy. W bardzo niewielu przypadkach da sie jej uniknąć. Spotkanie było sympatyczne. Tym razem ktoś już mówił po angielsku. Była tam też babcia i Turecki podchodząc do niej powiedział: patrz i ucz sie. Podszedł, przywitał się, pocałował ją w rękę, przyłożył sobie do czoła i potem jeszcze się w policzki pocałowali. Mi tak nie wyszło ;) Niby to samo, ale bez tego całowania w rękę. Do tej pory nie wiem, czy wypadło mi to z głowy, czy jakoś tak dziwnie mi było w rękę całować. Potem mi się przyznał, że jest taka tradycja wobec starszych, ale tak naprawdę to chciał się trochę ponabijać ;)
Poszliśmy również spotkać się z rodziną Tureckiego. Do bratowej i bratanicy (brata nie było). Mama Tureckiego również obecna. Sympatycznie. Dziecko śliczne.
Od niedzieli jestem właściwie sama. Wczoraj miałam rozmowe o pracę. Szkoła bardzo fajna. W okolicy o nazwie Camlica. Na wzgórzu. Międzynarodowa. Tam akurat dla przedszkolaków i pierwsze klasy szkoły podstawowej (mają też liceum w innej części miasta). Uczniowie z ponad 10 krajów. Międzynarodowa kadra nauczycielska. Pan dyrektor jest Szkotem. Żona Finka.
Rozmowa poszła, moim zdaniem dobrze. Pan tez powiedział, że wydaje mu się że dobrze bym do szkoly pasowała. To jest jednak dopiero początek rekrutacji. Jeszcze spotkają się z kilkoma innymi osobami. Dadzą znać w połowie lutego.
Z planow na dziś- mam się spotkać z koleżanką Turczynką. Ma się jeszcze odezwać, więc czekam. Turecki będzie jutro itd itd. Na razie się kręci. Jeszcz sie nie nudzę bardzo. Mam nadzieję, że zanim zacznę sie nudzić porządnie, to ktoś już zdąży mi dać jakieś zajęcie.
Na koniec zamieszczam zdjęcia z okolicy bliższej i dalszej:
- w dali - Europa ;)
- i most
- pobliski meczet
- okolica
- zameczek, niejaki Anadolu Hisari
- moja ulica
- tu mieszkam
- wspomniana choinka
- morze Marmara, Kadikoy
- Çamlıca
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz